Kiepsko źle i jeszcze gorzej

kiepsko-zle-jeszcze-gorzej

Nie będzie podsumowań kończącego się roku ani planów na Nowy Rok. Dlaczego ? Otóż z planów noworocznych zazwyczaj niewiele wychodzi. Mam tylko w głowie te krótko terminowe. Dłuższe zwykle krzyżuje mi los więc wolę ich nie snuć. A jaki był ten właśnie mijający rok ? Trudno mi określić czy był dobry czy kiepski bo nie brakowało jednych i drugich momentów. Jak to w życiu. Jednak zdecydowanie najgorszy był grudzień. I to tym dziś Wam napiszę.

 

pexels-photo-283751

 

Grudzień czyli kiedy wszystko zaczęło się walić.

Początek tego miesiąca zaczęłam w wyjątkowo dobrym humorze, wszak święta tuż tuż i wszystko tak dobrze nam szło. A tu nagle krach. Zaczęło się już w weekend 10 grudnia i potem było kiepsko, źle i jeszcze gorzej. Jak wam pisałam tutaj nasza rodzinka się powiększy. Niestety zawsze w ciąży dopadają mnie kłopoty z nadciśnieniem, które mijają dwa dni po porodzie. Nie inaczej było i teraz. Niemal od początku ciąży muszę brać leki żeby utrzymać ciśnienie w normie. Nie wiadomo czemu w ów weekend ciśnienie zaczęło rosnąć i rosnąć. W poniedziałek wybrałam się do lekarza. I na cito zostałam skierowana do szpitala na patologię ciąży. Serio aż się z tego wszystkiego popłakałam bo nie wyobrażałam sobie jak moje młodsze niespełna dwu letnie dziecko, które na co dzień miało mamę poradzi sobie z jej brakiem. Na izbie przyjęć ze stresu ciśnienie sięgnęło rekordowego 190/110 więc szybko dostałam zastrzyk na uspokojenie. I trafiałam na oddział. Gdy bliscy odjechali i zostałam w szpitalu sama łzy same płynęły mi po policzkach. Martwiłam się wszystkim. I tym jak problemy z ciśnieniem zniesie maluszek w brzuszku wszak to dopiero był 13 tydzień. Jak rozłąkę zniosą moje dzieci i jak to wszystko ogranie mąż, który prowadzi swoją działalność gospodarczą.

Było ciężko i im w domu i mi w szpitalu. Mała Ola fatalnie znosiła brak mamy. Dosłownie na czas mojej nieobecności przykleiła się do swojego taty. A on nie mógł pracować nawet przez chwilę. Nocki też mieli koszmarne bo mała budziła się z płaczem w nocy co chwilę i wołała mnie. Tymczasem mi zostało leżeć i czekać aż mój stan się poprawi. W końcu ciśnienie się unormowało, wszystkie wyniki badań miałam dobre, a lekarze codziennie przedłużali mój pobyt. Tymczasem ja co rano czekałam na dobre wieści, że mnie wypisują. W końcu nie wytrzymałam i wypisałam się na własne żądanie. Czy byłam pewna swojej decyzji na 100 %, nie. Ale czułam, że muszę tak zrobić.

 

Jak omal nie zostałam wdową

Dzwonię więc do męża, że wychodzę i żeby koło południa po mnie przyjechał. Wtedy on mi mówi, że w sumie to dobrze, że wychodzę bo on nie najlepiej się czuje i po weekendzie umówi się do lekarza. Na to ja mu żeby nie czekał tylko spróbował się umówić na dziś. I tak w momencie gdy wróciłam do domu on pojechał od razu do lekarza. Za pół godziny mi dzwoni, że ma wysokie ciśnienie i podają mu w przychodni leki i kroplówkę żeby je zbić więc mamy same zjeść obiad bo on tam trochę posiedzi. Spoko jeszcze nic złego nie przeczuwałam. Po godzinie mi dzwoni i pierwsze co słyszę to ,,nie denerwuj się ale jadę do szpitala bo ciśnienie nie chce spaść, lekarka wezwała karetkę i nie martw się bo jeszcze dziś wrócę do domu" Taaa. Nie denerwuj się dobre sobie. Zaczęły się najgorsze godziny tego roku. W szpitalu mimo podawania wielu leków przez długie godziny ciśnienie nie chciało spać i ciągle trzymało się na niebezpiecznym poziomie 200/110 Mnie ze stresu w domu ciśnienie też zaczęło rosnąć więc brałam podwójne dawki leków. Przerażała mnie myśl, że i mi jeszcze coś się stanie i dzieci zostaną same. Mąż w końcu trafił do sali intensywnego nadzoru i podpięty do różnych maszyn spędził tak całą dobę. Następnego dnia pojechaliśmy do niego na chwilę zawieźć mu potrzebne rzeczy. I to dosłownie na chwilę bo tam na oddział nie wpuszczali dzieci, a ja nie miałam ich z kim zostawić.

To był naprawdę okropny czas dla naszej rodziny. Jak się okazało mąż był o krok od zawału. Gdybym się wtedy nie wypisała ze szpitala na własne żądanie nie wiadomo czy coś złego by mu się nie stało gdy był sam z dziećmi w domu. Wolę nawet o tym nie myśleć. Spędził w szpitalu tydzień czasu. Wyszedł tuż przed Świętami. Osłabiony, z mnóstwem przepisanych leków. Dziś już dochodzi do siebie. Przy okazji otworzyły się nam oczy na wiele rzeczy. Takie sytuacje naprawdę dają mocno do myślenia.

A moje ciśnienie ? No cóż nadal bywa kiepsko bo ciśnienie mocno mi skacze. Przez to wszystko co się stało czuję się mocno osłabiona. Za kilka dni mam wizytę u lekarza i boję się co dalej. Boję się ewentualnego kolejnego mojego pobytu w szpitalu. Momentami chciałabym aby już był czerwiec i czas rozwiązania.

Nie mniej w Nowy Rok chcę wejść z optymistycznym spojrzeniem. A złe rzeczy pragnę zostawić już za nami. Niech w Nowym 2017 Roku będzie i nam i wam po prostu lepiej. Wszystkiego dobrego Wam życzę. Niech się spełniają plany oraz marzenia i co ważne niech to będzie tak najzwyczajniej w świecie spokojny rok.

 

***

Jeśli chcecie pozostać ze mną w kontakcie zapraszam na blogowy fan page oraz instagram, gdzie często bywam, zawsze wrzucam powiadomienia o nowych wpisach i piszę o tym co u nas słychać.  A jeśli treści tutaj znalezione uważasz za wartościowe koniecznie zostaw komentarz.

Pozdrawiam Aga

 

 

Udostępnij ten postShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on Pinterest
Tagi: ,