Moje pierwsze siedem prac

Ostatnio popularnym tematem stały się wpisy o pierwszych siedmiu pracach. Pomysł tak mi się spodobał, że uznałam iż też opiszę swoje pierwsze prace. Były one bardzo różne i wiele się dzięki nim nauczyłam. W sumie to ciekawe jaką wyboistą drogę nie raz musi człowiek przejść by odkryć to co tak naprawdę kocha robić. 

 

pierwsze siedem prac

 

Moje pierwsze siedem prac

 

1. Pożyczki

Gdy zaczęłam o tych pracach myśleć to przypomniałam sobie, że przedsiębiorczość zaczęła się u mnie dość szybko. Pierwszy interes odkryłam będą już w przedszkolu. Działałam niczym parabank. Pożyczałam na procent swoje skromne oszczędności. Działam tak przez wiele lat. A procent liczyłam sobie całkiem spory.

 

2. Robota w gastronomii

Jako, że chodziłam do technikum gastronomicznego to co roku musiałam mieć praktyki. Zaczęło się od stołówki w internacie. To była harówka. Jak obierać cebule to od razu całe wiadro, jak lepić pierogi to w tysiącach. Nie raz słabo mi się robiło od robienia w kółko tego samego. I jeszcze te ,,panie kucharki". Potem była kuchnia w przedszkolu, notabene tym samym które teraz skończyła moja córka. Tam mi się bardzo podobało, gdyby tylko nie te dziecięce wrzaski za ścianą. Na koniec była pizzeria. Praca nie łatwa, non stop na nogach ale szefostwo było mega. 

 

3. Stażystka

Po szkole średniej załapałam się na półroczny staż. Najpierw w gminnym ośrodku pomocy społecznej (ale tam nie pasował mi dojazd) a potem się przeniosłam do domu kultury. Byłam tam od wszystkiego ale bardzo mi się podobało. Pamiętam jak w upalny dzień robiliśmy inwentaryzację biblioteki. Było tak gorąco i co tu ukrywać nudno więc żeby nie zasnąć siedziałam w przeciągu. A następnego dnia rano obudziłam się i dosłownie nie mogłam się ruszać. Tylko twarz miałam sprawną. Przerażona wołałam mamę. Okazało się, że tak mnie przewiało, że potem zastrzyki musiałam brać żeby wrócić do sprawności. 

 

4. Holandia 

W czasie studiów wyjeżdżałam w czasie wakacji i czasem w czasie przerwy świątecznej sobie dorobić. Pracowałam w firmie recyklingowej. Praca przy taśmie przy sortowaniu papieru. Czasem jeździłam sama a czasem z mamą. Praca była ciężka ale sama Holandia bardzo mi się podobała. Za którymś razem dali mnie na inną taśmę niż zwykle. A tu musicie wiedzieć, że ja mam chorobę lokomocyjną, morską i lotniczą. Ogólnie źle znoszę podróże więc żeby do tej Holandii dojechać to musiałam się zaopatrzyć w aviomarin. Gdy dali mnie na inną taśmę, dużo szybszą od tej do której już przywykłam. W dodatku na tej hali te taśmy migały mi przed oczami z każdej strony. Żeby wytrzymać w pracy idąc do roboty brałam aviomarin. Pomagało wytrzymać. Mój ówczesny chłopak dosłał mi kilka opakowań. I tak przez 2 tygodnie łykałam te tabletki aż zaczęło mnie boleć w klatce piersiowej i serce mi kołatało. Postanowiłam któreś soboty, że je odstawiam. I poszłam do pracy bez nich. Po godzinie przy taśmie tak wymiotowałam, że szok. Nie mogłam w tam wytrzymać. Gdy zeszliśmy na przerwę wyglądałam jak bym miała zaraz umrzeć. Wróciłam na domek. Całe szczęście, że mieszkaliśmy blisko pracy. Wtedy byłam w Holandii z mamą. Gdy mama wróciła obudziła mnie na obiad ale ja już wtedy czułam się koszmarnie. Za to co się zaczęło dziać wieczorem to był koszmar. Nigdy nic mnie tak nie bolało a urodziłam dwoje dzieci. Bolało mnie całe ciało, nawet włosy, ba nawet oddychanie sprawiało mi ból. Leżałam w łóżku a mama bała się, że umrę. Chciała pogotowie wzywać ale jej zabroniłam. Tak reagował organizm na odstawienie aviomarinu. Całą noc spędziłam bez ruchu bo ten ból był straszny. Rano było już mi lepiej. W poniedziałek powiedziałyśmy szefowi, że albo wrócę na tę taśmę co kiedyś albo wracam do domu. Wróciłam na starą taśmę i dotrwałam do końca kontraktu. Ale odebrałam od życia cenną lekcję.

 

5. Biuro podróży

Skończyłam turystykę i rekreację. Po studiach miałam przyjemność wysyłać ludzi na wakacje. Sama też skorzystałam ze znacznie tańszego urlopu bez prowizji. Cieszyłam się, że mogę pracować w swoim zawodzie. Lubiłam to robić ale potem przyszedł ten słynny kryzys i zainteresowanie ludzi wycieczkami zmalało i zakończyłam ten epizod. To chyba jedyna z moich byłych prac do której chętnie bym wróciła. 

 

6. Fotografia

Przez kilka lat zajmowałam się fotografią, głównie ślubną. Rok temu pisałam Wam o tym tutaj. Ta praca to był dobry interes. Skończył się w momencie gdy mama miała wypadek. Przyznam szczerze, że fotografia ślubna to nie jest tak łatwy kawałek chleba jak by się mogło wydawać. Co ja na tych ślubach nie przeżyłam, wydzierający się ksiądz, bójka rodzin pani młodej i pana młodego, pan młody uciekający z wesela, młodzi pokłóceni już przed tortem i wiele wiele innych. Tak naprawdę potem miałam poważne zniechęcenie jeśli chodzi o fotografię. Nie wiem czy bym chciała do tego wrócić. 

 

7. Czas obecny 

I tak dojechaliśmy do moment w którym zaczęłam pisać bloga i szyć. To są prace, które sprawiają mi przyjemność. Choć kilka lat temu nie powiedziałabym że tak mnie wciągnie szycie. Nie miałam pojęcia o szyciu, ba ja nie umiałam guzika sobie przyszyć. Totalna noga w dodatku zielona jak ogórek. Aż dziw, że dziś jest to moja największa pasja. Pewnie gdyby nie wypadek mamy nigdy bym się tym nie zainteresowała. To szycie i po części blogowanie jest to z czym w dużej mierze chciałabym związać swoją przyszłość. Mam wiele planów związanych z tym miejscem. Ostatnio jak pewnie zauważyliście zmieniłam nazwę i logo. Uznałam, że chcę działać pod własną marką. Mam nadzieję, że mi się uda. 

 

Tak wyglądało moje pierwsze siedem prac. A jak to wyglądało u Ciebie ? 

 

***

Jeśli chcecie pozostać ze mną w kontakcie zapraszam na blogowy fan page, gdzie często bywam, zawsze wrzucam powiadomienia o nowych wpisach i piszę o tym co u nas słychać oraz na instagram gdzie publikuję zdjęcia nie pokazywane nigdzie indziej. A jeśli treści tutaj znalezione uważasz za wartościowe koniecznie zostaw komentarz.

Pozdrawiam Aga

 

 

 

Udostępnij ten postShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on Pinterest